Wzrost śmiertelności w kardiologii największy od lat

Wzrost śmiertelności w kardiologii największy od lat

opm-dlaszpitali-wzrost-smiertelnosci-w-kardiologii
fot. iStock

Z okazji 25-lecia Warszawskich Warsztatów Kardiologii Interwencyjnej WCCI Warsaw odbyła się druga edycja debaty Media Świadome Kardiologii.

Debatę zorganizowali: fundacja Instytut Świadomości, WCCI Warsaw oraz Pacjent w Centrum. Wydarzenie było swego rodzaju bilansem kardiologii po (i wciąż w czasie) pandemii.

Wzrost śmiertelności z powodu chorób sercowo-naczyniowych aż o 16,7 proc. w stosunku do 2019 r. pokazuje, że system opieki nad pacjentami kardiologicznymi załamał się. Jak powiedział prof. Adam Witkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i dyrektor WCCI, to największy wzrost śmiertelności od wielu lat i o wiele większy niż w innych chorobach cywilizacyjnych, w tym onkologicznych.

Wzrost śmiertelności w kardiologii

Jak przyznał prof. Witkowski, pandemia zdewastowała kardiologię. W 2020 r. w pierwszym półroczu pandemii o 35 proc. zmniejszyła się liczba leczonych zawałów serca, a aż o 74 proc. spadła liczba wykonywanych zabiegów u pacjentów planowych.

Bilans kardiologii w pandemii wypada źle. Podobnie jak w innych krajach, skupiliśmy się na leczeniu pacjentów z COVID-19, bo taka była potrzeba chwili i odwlekaliśmy leczenie pacjentów, którzy czekali na planowe hospitalizacje. Większość lekarzy przestawiło się całkowicie na teleporady, co z jednej strony jest dobre, bo unika się tłumów w przychodniach i poradniach ograniczając tym samym ryzyko infekcji, a z drugiej strony wszyscy wiemy, że tak na dłuższą metę nie da się leczyć, zwłaszcza chorych pierwszorazowych, którzy nie mieli wcześniej kontaktu z kardiologiemprzyznał prof. Witkowski.

Kolejna sprawa, na którą trzeba zwrócić uwagę jest strach samych pacjentów przed pobytem w szpitalu. Nawet chorzy, którzy mieli bóle w klatce piersiowej, ostry zawał serca czy ostrą zatorowość płucną nie wzywali pogotowia na czas z obawy przed hospitalizacją, a pamiętajmy, że śmiertelność nieleczonego zawału wynosi aż 40 proc., a leczonego przy pomocy przezskórnej angioplastyki wieńcowej to tylko 3-5 proc.podkreśla profesor.

Karolina Kowalska z Rzeczpospolitej stwierdziła, że podczas pandemii Ministerstwo Zdrowia poczuło się usprawiedliwione z powodu braku zainteresowania najbardziej newralgicznymi dziedzinami medycyny i sytuacją pacjentów, a wciąż to przede wszystkim na choroby serca i naczyń umierają Polacy. Jak podkreśliła, to całkowite skupienie na koronawirusie, już niebawem przyniesie nową pandemię – chorób sercowo-naczyniowych i ciężkich powikłań medycznych i systemowych po ich nieleczeniu. Przyznała, że jakość opieki nad pacjentami kardiologicznymi przypomina w tym momencie sytuację z lat 90-tych i konieczne jest szybkie i skuteczne uzdrowienie samej kardiologii dla dobra pacjentów.

Zgodziła się z tym Ewelina Zych-Myłek. Prezes fundacji Instytut Świadomości zauważyła, że skupienie na koronawirusie przysłoniło wszystkie dziedziny medycyny. Koniec pandemii COVID-19, to dopiero początek ogromnych problemów z leczeniem chorób cywilizacyjnych i konsekwencji zaniechania ich leczenia przez ostatnie 1,5 roku. Jak stwierdziła, koronawirus jako wymówka decydentów sprawdzał się dotychczas, ale teraz czas zająć się stałymi problemami zdrowotnymi polskiego społeczeństwa, którym są przede wszystkich choroby sercowo-naczyniowe.

Jak powiedziała Katarzyna Pinkosz (Wprost/Świat Lekarza), pandemia koronawirusa spowodowała pandemię strachu wśród pacjentów i nacisk na dziennikarzy, aby od początku pisali głównie o koronawirusie, który wciąż, po prawie dwóch latach, jest tematem nr 1 w mediach. Tym samym inne choroby i związane z nimi problemy w mediach właściwie przestały istnieć, co przełożyło się na tragiczne konsekwencje zdrowotne dla pacjentów. Przede wszystkim strach i niechęć przed pójściem do lekarza, czy nawet szpitala w stanie zagrażającym życiu, ułudę większego bezpieczeństwa zdrowotnego w domu, “mniejszego zła”, ale także wzrost kolejek i uniemożliwienie dostania się pacjentom na czas do konsultacji i zabiegów. Ważne projekty kardiologiczne zatrzymały się, a niektóre przestały istnieć – jak np. proponowany już dwa lata temu Narodowy Program Serca i Naczyń, który miał wejść w życie i zapewnić dobrą koordynację leczenia chorych na serce, która jest bardzo potrzebna. Sukces takich programów zależy nie tylko od założeń i potrzeb, bo one są, ale i od finansowania, woli decydentów oraz etyki i poświęcenia czasu samych lekarzy.

Co dalej z KOS i KONS?

Kompleksowa koordynowana opieka nad pacjentem po zawale serca, czyli program KOS-zawał to polski fenomen na skalę światową, jeśli chodzi o efekty. Udowodniono, że pacjenci, którzy mają w KOS-zawał na rok z góry zaplanowane wizyty u kardiologa, rehabilitację i określony program leczenia, umierają rzadziej niż pacjenci poza programem. Co więcej, po zakończeniu programu w kolejnych latach śmiertelność pacjentów z KOS-zawał jest wciąż niższa. Mimo to, tylko 11 proc. pacjentów, którzy kwalifikowałoby się do programu, korzysta z niego.

Tak niski procent pacjentów w tak skutecznym programie to jawne nieporozumienie i uważam, że powinien to być program obligatoryjny dla wszystkich szpitali, które leczą pacjentów z ostrym zawałem serca. Oczywiście, nigdy nie dojdziemy do 100 proc. pacjentów, ale gdyby było to 50-60 proc., to byłoby naprawdę dobrze. Przyczyn tej porażki w sukcesie jest pewnie wiele – na pewno niechęć samych pacjentów do programu, bo nie wszystkim chce się jeździć do lekarza, do oddziałów rehabilitacji oddalonych daleko od domu. Poza tym lekarzom nie chce się wypełniać dokumentacji, robić sprawozdań. No i wreszcie, wszystkim ten program powinien finansowo się opłacać i w wymiarze zdrowotnym i finansowym, ale wciąż tak nie jest przyznaje prof. Witkowski.

Szumnie ogłaszany jako sukces program KONS (opieka nad pacjentami z niewydolnością serca), stoi dziś w miejscu i w najbliższym czasie niewiele się zmieni. Projekt Krajowej Sieci Kardiologicznej (KSK), której pilotaż rusza jesienią w woj. mazowieckim nie uwzględnia go w realizacji.

Szkoda, bo moim zdaniem jeden projekt nie wyklucza drugiego, a chorych z niewydolnością serca jest w Polsce 1 mln 300 tys. Pilotaż KSK zakłada obecnie szybkie i nielimitowane ścieżki leczenia dla czterech obszarów chorobowych: niewydolności serca właśnie, nadciśnienia tętniczego, zaburzeń rytmu serca, w tym migotania przedsionków oraz wad zastawkowych. To krok w dobrym kierunku, natomiast wymaga dopracowania, być może w perspektywie czasu będzie można dołączać kolejne obszary i dopracowywać realizację już istniejących, ponieważ oprócz skutecznego leczenia szpitalnego, musimy mieć skuteczną opiekę pozabiegową, aby faktycznie zmniejszyć śmiertelność w chorobach sercowo-naczyniowychwyjaśnia prof. Witkowski.

Iwona Kaźmierska z Termedii stwierdziła, że Polacy generalnie mają skłonność do hurraoptymizmu, szumnego ogłaszania projektów i programów, które pozostają w krótkim czasie porzucone i niezrealizowane. Natomiast w przypadku programów medycznych jest to wybitnie szkodliwe dla pacjentów. Przyznała, że jest w szoku w związku z informacją, że program KONS zostanie zawieszony, ponieważ sama poświęciła jego rozpropagowaniu wiele artykułów na przestrzeni ostatnich lat, dlatego należy bacznie obserwować rozwój Krajowej Sieci Kardiologicznej, skupiając się na faktycznej, a nie wizerunkowo-medialnej realizacji tego projektu.

Czytaj więcej: TELEREH-HF – telemedycyna w rehabilitacji kardiologicznej

Komentarze

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.