Najmłodsza pacjentka z pompą insulinową. Lekarze z USK w Białymstoku opisują wyjątkowy przypadek

Skrajną wcześniaczkę urodzoną w 25. tygodniu ciąży i ważącą ok. 700 g poddano niestandardowemu leczeniu z wykorzystaniem hybrydowej pompy insulinowej. Jak podkreślają lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, dziewczynka jest prawdopodobnie najmłodszą pacjentką na świecie, u której zastosowano takie rozwiązanie. Terapia pozwoliła opanować ciężką hiperglikemię, a po kilku tygodniach trzustka dziecka rozpoczęła samodzielną produkcję insuliny.
Mała Zosia urodziła się w marcu, w 25. tygodniu ciąży, ważąc ok. 700 g. Skrajne wcześniactwo wiązało się z licznymi powikłaniami, m.in. niewydolnością oddechową oraz utrzymującą się hiperglikemią.
– Mimo naszych starań nie przybierała na wadze. Co gorsza, badania krwi wykazywały podwyższony poziom glukozy – mówi dr Elżbieta Kulikowska, kierująca Kliniką Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka USK w Białymstoku.
Standardowe leczenie insuliną podawaną dożylnie nie przynosiło oczekiwanych efektów. Stężenie glukozy wielokrotnie przekraczało 200, a nawet 300 mg/dl, a dziecko nie nabierało masy ciała.
Niestandardowy przypadek wymaga niestandardowego podejścia
Do konsultacji zaproszono dr Bożenę Florys, pediatrę i diabetologa z USK. Po konsultacjach z zespołem diabetologów i pediatrów zapadła decyzja o zastosowaniu hybrydowej pompy insulinowej, mimo że zarówno insulina używana w urządzeniu, jak i sama pompa nie są zarejestrowane do leczenia tak małych dzieci.
Największym wyzwaniem okazało się ustalenie odpowiedniej dawki insuliny.
– Zapotrzebowanie na insulinę u takiego dziecka, przy założeniu, że trzustka nie pracuje, wynosi ok. jednej jednostki na dobę, a nawet mniej. Tymczasem minimalne dawki, które taka pompa może podawać w ciągu doby, to 5-7 jednostek. Zapadła więc decyzja, by rozcieńczyć insulinę solą fizjologiczną w proporcji 1:10. To jednak okazało się zbyt dużo. Musiałam jeszcze uwzględnić to, co dziewczynka zjadała, czyli 20 ml Nutramigenu. To ok. 1,5 g węglowodanów. Przeliczałam, kombinowałam i doszłam do wniosku, że insulinę trzeba rozcieńczyć dwudziestokrotnie. Tylko w ten sposób mogłam dopasować potrzebną dawkę – tłumaczy dr Florys.
Dodatkowym problemem były kwestie formalne związane z pozarejestracyjnym zastosowaniem terapii oraz techniczne ograniczenia wynikające z bardzo małych rozmiarów pacjentki. Standardowe sensory i wkłucia nie były dostosowane do ciała ważącego zaledwie kilkaset gramów dziecka. Wówczas z pomocą przyszła firma produkująca pompy insulinowe, która dostarczyła mniejszy model sensora.
– Zosia na tej pompie zaczęła pięknie przybierać na wadze, rosła w oczach! Problem polegał jedynie na tym, że jej układ krwionośny nie nadążał za wzrostem, dlatego musiała mieć przetoczoną krew – mówi dr Florys.
Nowoczesny sprzęt naprawdę ratuje życie
Lekarka podkreśla, że decyzji o rozpoczęciu terapii towarzyszyła duża niepewność.
– Powiedziałam rodzicom: „Proszę państwa, nie wiem, co się wydarzy. Jedyny argument, którego mogę użyć, jest taki, że gdyby to było moje dziecko albo moja wnuczka, zrobiłabym dokładnie to samo”. To ich przekonało – wspomina.
Po wdrożeniu leczenia zespół diabetologów i neonatologów codziennie monitorował glikemię oraz parametry pracy pompy.
– Ciągle korygowałam ustawienia pompy. Można powiedzieć, że częściowo odbierałam jej możliwość samodzielnego dawkowania. Zmniejszałam autokorekty, potem dawki insuliny do posiłków, a następnie zwiększałam próg wrażliwości. To była cała procedura – przyznaje dr Bożena Florys.
Po ok. miesiącu insulinę odstawiono. Wówczas okazało się, że wykres glikemii wyglądał dokładnie tak samo jak podczas działania pompy – dziecko zaczęło samo produkować insulinę. Jak wyjaśnia lekarka, oznaczało to, że przyczyną problemu była niedojrzałość trzustki, a nie jej trwałe uszkodzenie. W diagnostyce brano wcześniej pod uwagę również cukrzycę typu 1, cukrzycę monogenową oraz uszkodzenie komórek beta trzustki związane z infekcją wirusową przebytą przez matkę w czasie ciąży.
– Wygrał najlepszy możliwy scenariusz. Po prostu dziecko było jeszcze zbyt niedojrzałe i nie produkowało własnej insuliny. To daje Zosi szansę na normalne życie. Chciałabym też zaapelować do rodziców: nie bójcie się nowoczesnego sprzętu. To technologia, która naprawdę ratuje życie – podsumowuje dr Florys.
Źródło: Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku
Czytaj także: Sukces polsko-niemieckiego zespołu w leczeniu złożonej wady serca
Komentarze
Strefa wiedzy
741 praktycznych artykułów - 324 ekspertów - 16 kategorii tematycznych



