Dyrektor szpitala o wynagrodzeniach dla lekarzy: górny limit może stać się limitem dolnym

Krzysztof Bojarski, dyrektor szpitala w Łęcznej, zwraca uwagę na praktyczne konsekwencje proponowanych zmian dotyczących wynagrodzeń i czasu pracy lekarzy. Jego zdaniem patologie należy wyeliminować, ale nowe przepisy nie powinny utrudnić szpitalom zapewniania obsady dyżurów ani spowodować problemów z funkcjonowaniem placówek.
W rozmowie z Rynkiem Zdrowia Krzysztof Bojarski ocenia zmiany dotyczące wynagrodzeń lekarzy, limitu czasu pracy i form zatrudnienia jako wymagające ostrożnego podejścia. Jak wskazuje, w szpitalach funkcjonują rozwiązania, które pozwalają zapewnić obsadę tam, gdzie brakuje lekarzy – m.in. na SOR-ach czy w nocnej i świątecznej opiece. Dotyczy to także spółek zatrudniających grupy lekarzy świadczących usługi na rzecz szpitala. Bojarski podkreśla, że patologiczne mechanizmy należy wyeliminować, ale nie powinno to oznaczać uniemożliwienia lekarzom dodatkowej pracy, szczególnie w szpitalach powiatowych.
– Zwykłe kontrakty nie mają bowiem nic wspólnego z próbą jakiegoś wyłudzania pieniędzy – zapewnia dyrektor.
Wskazuje przy tym na trwające prace nad wyłączeniem niektórych świadczeń z katalogu świadczeń na poszczególnych oddziałach. Chodzi o przypadki, które budziły wątpliwości, takie jak operacje kręgosłupów neurochirurgicznych w ramach oddziałów ortopedycznych czy protezoplastyka biodra i kolana w ramach oddziałów chirurgicznych. Jak mówi Bojarski, Narodowy Fundusz Zdrowia chce wyłączyć takie przypadki z katalogu właśnie po to, aby nie było możliwości realizowania tych świadczeń przez tzw. walizkowe zespoły lekarskie. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj.
240 zł za godzinę: limit górny czy dolny?
Jednym z problemów, na które zwraca uwagę dyrektor, jest proponowany limit wynagrodzenia w wysokości 240 zł brutto za godzinę, z określonymi wyjątkami pozwalającymi na stawkę 360 zł. Bojarski podkreśla, że w wielu szpitalach lekarze nie otrzymują obecnie 240 zł za godzinę.
– Próbuje się wyznaczyć górny limit, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że on jednocześnie dla wielu może się stać limitem dolnym – mówi. I dodaje, że dokładnie z taką sytuacją spotyka się w kierowanym przez siebie szpitalu.
Zdaniem Bojarskiego ograniczenia są potrzebne, ponieważ ujawnione patologie są nie do zaakceptowania. Jednocześnie trzeba znaleźć rozwiązania dotyczące form zatrudnienia, które nie spowodują problemów z funkcjonowaniem placówek.
Tysiące umów do zmiany
Kolejnym wyzwaniem będzie dostosowanie umów pracowników do nowych regulacji.
– To są tysiące umów do zmiany i, szczerze mówiąc, dziś nie widzę tego, jak ma się to odbyć – przyznaje Krzysztof Bojarski.
W jego szpitalu lekarze pracują na umowach kontraktowych i dyrektor chciałby, aby tak pozostało.
– Rozwiązanie, gdy lekarze są na umowach o pracę, jest dla mnie mniej korzystne, bo w przypadku kontraktów nie ma problemu z dyżurami, wszelkimi dodatkowymi kosztami – wyjaśnia dyrektor.
Zaznacza przy tym, że ważniejsze od tego, czy nowe przepisy zaczną obowiązywać za miesiąc czy trzy miesiące, jest to, aby powstało dobre prawo, które spowoduje usunięcie patologii, a jednocześnie nie wywoła większych komplikacji w systemie.
Kontrola czasu pracy? „Nie trzeba nic specjalnie wymyślać”
Bojarski odnosi się również do kwestii kontroli czasu pracy medyków. W kierowanym przez niego szpitalu od dawna działa elektroniczny system, w którym pracownicy rejestrują rozpoczęcie i zakończenie pracy. Jego zdaniem jest to proste rozwiązanie, stosowane również w wielu innych firmach.
Całą rozmowę Mariusza Polaka z Krzysztofem Bojarskim przeczytasz tutaj.
Źródło: rynekzdrowia.pl
Czytaj także: W planowanej reformie zdrowia wciąż więcej pytań niż odpowiedzi
Komentarze
Strefa wiedzy
755 praktycznych artykułów - 324 ekspertów - 16 kategorii tematycznych


