Krzysztof Bukiel: Czas weryfikacji, czas szansy - dlaszpitali.pl

Krzysztof Bukiel: Czas weryfikacji, czas szansy

OPM_3_20_a_teraz_bukiel_KRZYSZTOF_BUKIEL

Są takie sytuacje w życiu człowieka, że marzy on tylko o tym, aby się to wszystko wreszcie skończyło i nie pomyśli nawet, że otrzymał właśnie szansę, aby to on skończył ze swoim dotychczasowym (niewłaściwym) sposobem życia. Podobną refleksję można odnieść nie tylko do pojedynczego człowieka, ale do całych państw i społeczeństw. Takim doświadczeniem jest z pewnością pandemia wirusa SARS-CoV-2.

Działania, jakie podjęły liczne państwa, polegające, generalnie, na ograniczeniu aktywności gospodarczej i społecznej, spowodowały, że weryfikacji uległy różne dotychczasowe „pewniki”. Okazało się na przykład, że nie potrzebujemy tak dużo kupować, zwłaszcza produktów przemysłowych. Sprzedaż odzieży i obuwia, jak podają, spadła w Polsce o ok. 50%, a przecież nie widać u nas ludzi bosych lub nieubranych. Podobnie spadła sprzedaż wielu innych towarów. Czy to nie dowód na to, że kupowaliśmy rzeczy niepotrzebne? Okazało się też, że można znacznie mniej podróżować, zmniejszając przy okazji zanieczyszczenie atmosfery i oszczędzając paliwo, którego ceny poleciały „na łeb na szyję”. Rozluźniły się miasta, które miały pozostać „zakorkowane” już na zawsze. Wiele prac zaczęto wykonywać „zdalnie” w domu, dzięki czemu nie trzeba było szukać opiekunek do dzieci albo posyłać ich do żłobka czy przedszkola. Zmniejszyła się dzięki temu liczba dzieci „zainfekowanych” i spadł popyt na wizyty u pediatrów, których nagle przestało brakować. Nasze życie zwolniło i upodobniło się nieco do życia z dawnych czasów. Może na tym właśnie powinna polegać lekcja z pandemii koronawirusa − aby zmienić styl życia i generalnie kierunek cywilizacyjnego rozwoju?

Podobnej weryfikacji uległy też niektóre „pewniki” w funkcjonowaniu publicznej ochrony zdrowia w naszym kraju. Okazało się np., że można zmniejszyć znacznie liczbę pacjentów w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych, a ludzi, którzy rzeczywiście potrzebują pilnej i niezbędnej pomocy medycznej, jest dużo mniej niż poprzednio. Zmniejszyła się też liczba pacjentów w POZ i poradniach specjalistycznych, a część z nich nie wymagała osobistego stawienia się w gabinecie. Jeszcze niedawno niemal przestępstwem było wypisanie recepty dla pacjenta, którego lekarz nie widział i nie zbadał, teraz stało się to dopuszczalne i częste. NFZ uprościł sprawozdawczość w wielu zakresach. Uproszczono też sposób weryfikacji, czy pacjent jest ubezpieczony. Wprowadzono zasadę „jeden lekarz – jedno miejsce pracy” dla tych, którzy pracują z chorymi na COVID-19, przyznając nawet finansową rekompensatę za brak możliwości „dorabiania”. Wcześniej taką zasadę zdecydowanie odrzucano, twierdząc, że jest to niemożliwe i szkodliwe.

Wracając zatem do myśli wyrażonej na wstępie: może należałoby obecną sytuację potraktować jako szansę do porzucenia dotychczasowego „stylu” funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia i wprowadzić zmiany, które jeszcze niedawno wydawały się niemożliwe? Zastanówmy się, co zrobić, aby na stałe zmniejszyć popyt na świadczenia zdrowotne: aby na SOR-y trafiali tylko ci, którzy faktycznie tego potrzebują, aby zmniejszyć „napór” pacjentów na POZ i poradnie specjalistyczne. Nie odrzucajmy a priori − jak to było dotychczas − różnych pomysłów w tym zakresie, jak chociażby wprowadzenia współpłacenia za niektóre świadczenia czy zmianę sposobu funkcjonowania POZ i AOS. Redukcja liczby (niepotrzebnych) świadczeń medycznych spowoduje, że zmniejszy się niedobór lekarzy i pielęgniarek (a może w ogóle przestanie ich brakować), że publiczne nakłady na lecznictwo będą mogły być niższe, niż się nam wydawało wcześniej, że będzie można zrealizować zasadę: jeden lekarz – jeden etat, z korzyścią tak dla lekarzy, jak i pacjentów. Spróbujmy uprościć, już na zawsze, sprawozdawczość do NFZ, a może w ogóle biurokrację w publicznej ochronie zdrowia. Zastanówmy się, czy nie przyjąć zasady obywatelstwa jako legitymacji do korzystania z publicznego lecznictwa, co znacznie uprości wiele spraw. Zacznijmy merytorycznie rozmawiać ze wszystkimi „interesariuszami” systemu, jak go wspólnie naprawić.

Decyzje, czy pójść w tym kierunku i wykorzystać doświadczenia, jakie daje nam dzisiaj stan epidemii, należą oczywiście do rządzących. My jako OZZL możemy jedynie zachęcać ich do tego i deklarować swoje poparcie dla rozsądnych zmian.

Czytaj także: Wybuch COVID-19 w Chinach wpływa na służbę zdrowia na całym świecie

Komentarze

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.