Eksperci o potrzebie uporządkowania leczenia chorych na Parkinsona
Polscy chorzy na Parkinsona mają dostęp do wielu skutecznych, refundowanych terapii; jednak – aby ten dostęp ułatwić – trzeba uporządkować system leczenia tej grupy pacjentów – ocenili neurolodzy w czwartek na konferencji prasowej w Warszawie.
Konferencję zorganizowano z okazji obchodzonego 11 kwietnia Światowego Dnia Choroby Parkinsona.
Choroba Parkinsona jest zaliczana do schorzeń neurodegeneracyjnych (neurozwyrodnieniowych). Ponieważ u chorych uszkodzeniu ulegają neurony w obszarach odpowiedzialnych za kontrolę funkcji ruchowych, pojawiają się takie objawy, jak spowolnienie ruchowe, sztywność mięśni, zubożona mimika, czy drżenie rąk. W miarę postępu choroby u pacjentów dodatkowo występują: zaburzenia równowagi, czy mimowolne ruchy (dyskinezy) głowy, rąk i tułowia. Szacuje się, że średnia wieku chorych na Parkinsona w Polsce wynosi 58 lat. Łącznie w kraju żyje 90 tys. osób z tym schorzeniem, a co roku jest ono diagnozowane u 8 tys. ludzi.
– Leczenie choroby Parkinsona jest złożone. Pierwszy etap stanowi leczenie farmakologiczne i tutaj mamy szerokie portfolio leków objawowych. (…) Wciąż nie ma leków, które zatrzymywałyby postępy choroby, jednak aktualnie stosowane terapie zdecydowanie wydłużają życie pacjentów – ocenił prof. Jarosław Sławek, kierownik Oddziału Neurologicznego i Udarowego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku. Przypomniał, że przed erą wprowadzenia lewodopy w 1969 r., średnia życia pacjentów z chorobą Parkinsona wynosiła 9 lat, a dzisiaj od 20 do 30 lat.
Neurolog podkreślił, że przeciętnie po 5-6 latach standardowej farmakoterapii przychodzi moment, gdy jej skuteczność spada. – Wtedy potrzebujemy czegoś więcej, co oferuje nam głęboka stymulacja mózgu (DBS) oraz terapie infuzyjne. W Polsce jesteśmy w dobrej sytuacji, ponieważ refundowane są i DBS, i dwie terapie infuzyjne – powiedział.
Problem z dostępnością metod leczenia Parkinsona
Zastrzegł zarazem, że istnieją problemy z dostępnością tych metod leczenia, ponieważ mamy ograniczoną liczbę ośrodków, które je oferują. Część placówek, które z powodu dużego doświadczenia w stosowaniu DBS są przepełnione, nie może już przyjąć większej liczby chorych. Z kolei placówki, które wykonują niewiele operacji wszczepiania neurostymulatorów, mają znacznie gorsze efekty. Procedury związane z kwalifikacją do głębokiej stymulacji mózgu są źle wycenione i często brak wykwalifikowanego personelu do opieki nad pacjentami.
Dr Dariusz Koziorowski, kierownik Kliniki Neurologii Wydziału Nauk o Zdrowiu WUM Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego, zwrócił uwagę, że uporządkowanie systemu DBS jest dyskutowane co najmniej od pięciu lat. – W zeszłym roku program został przygotowany i spisany na papierze, ale, niestety, został zamknięty w szufladzie – powiedział neurolog.
Wprowadzenie procedury kwalifikacji pacjenta do leczenia
Jedną z najważniejszych postulowanych w nim zmian jest wprowadzenie do koszyka świadczeń procedury kwalifikacji pacjenta do leczenia neurochirurgicznego głęboką stymulacją mózgu. – Jest to procedura dosyć skomplikowana, wymagająca obserwacji pacjenta, oceny jego stanu i objawów ruchowych, a także tego, jak reaguje na lewodopę – wymieniał dr Koziorowski. Dodał, że zgodnie z najnowszymi danymi, kwalifikacja pacjenta do programu DBS powinna też uwzględniać czynniki genetyczne. Okazało się bowiem, że posiadanie niektórych wariantów genetycznych może być czynnikiem niekorzystnie rokującym, jeśli chodzi o leczenie operacyjne w chorobie Parkinsona. Tych chorych nie powinno się kwalifikować do DBS, zaznaczył.
– Proces kwalifikacji do DBS robi się coraz bardziej skomplikowany i tutaj brak procedury, która by to porządkowała i dzięki której moglibyśmy dobrze tych chorych zakwalifikować – skomentował.
Czytaj też: Rusza projekt pilotażowy Planu Eliminacji HCV w Polsce