Szpitale partnerskie - dlaszpitali.pl dlaszpitali.plSzpitale partnerskie - dlaszpitali.pl

Wyszukaj w serwisie

Szpitale partnerskie

opm-dlaszpitali-szpitale-partnerskie

Nikt nie wpadł do tej pory na pomysł wpisania do ustawy jeszcze jednej formy współistnienia szpitali, tj. partnerstwa publiczno-publicznego, regulującego wyłącznie współpracę medyczną sąsiadujących szpitali, bez ustawowej zależności statutowo-finansowej.

Nowa ekipa MZ promuje od wakacji ideę pilnej konsolidacji szpitalnych zasobów w obliczu katastrofy demograficznej i braku kasy w NFZ na utrzymanie corocznych skutków finansowych ustawy „podwyżkowej”. Mamy zapisy ustawowe umożliwiające takie działania. Istnieje np. ustawowe partnerstwo publiczno-prywatne (PPP), zwane w środowisku menedżerskim nieco złośliwie jako PPP… P, z racji wzmożonego prokuratorskiego zainteresowania takimi pomysłami. A art. 66 i 67 ustawy o działalności leczniczej umożliwiają łączenie SPZOZ-ów, a w beznadziejnych sytuacjach ich likwidację (art. 60), zazwyczaj z powierzeniem dotychczasowych zadań zdrowotnych obcemu podmiotowi. W sektorze polskich szpitali wojskowych z kolei wymyślono i gdzieniegdzie przeprowadzono konsolidację w formie przyłączania mniejszych szpitali jako filii „większego brata”. Filialis (łac.) oznacza córkę (filia) lub syna (filius), a w języku greckim philia to przyjaźń, ojcowska miłość, zauroczenie czymś, co zaowocowało licznymi nazwami różnorodnych zainteresowań. W greckim znaczeniu można być bibliofilem, anglofilem czy też np. dendrofilem, a łacińskie znaczenie wykorzystywane jest z kolei w biznesie dla nazwania filiami oddziałów banków, „podprzedsiębiorstw” czy też „poduczelni”. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, by dwa, a nawet trzy lub cztery zaprzyjaźnione lub dopiero „mające się ku sobie” szpitale połączyły się ze sobą z wykorzystaniem wpisanej do ich statutów „filialnej” zależności.

Nikt jednak nie wpadł do tej pory na pomysł wpisania do ustawy jeszcze jednej formy współistnienia szpitali, tj. partnerstwa publiczno-publicznego, regulującego wyłącznie współpracę medyczną sąsiadujących szpitali, bez ustawowej zależności statutowo-finansowej. Przed reformą rynku zdrowotnego tj. do roku 1998, wszystkie szpitale publiczne były z urzędu partnerami wykonującymi „rozkazy” 17, potem 49, a potem 16 lekarzy wojewódzkich. Totalna decentralizacja systemu po utworzeniu kas chorych i powiatów zaowocowała usamodzielnieniem się szpitali i większości placówek POZ/AOS pod hasłem „każdy sobie rzepkę skrobie”, czyli walczy o kasę ubezpieczeniową na sfinansowanie działalności. A że nie w każdym powiecie coroczna „rzepka” jest duża, to i nie w każdym powiecie da się nią najeść i utrzymać dobrą kondycję, zwłaszcza finansową. O ile w dużych miastach wojewódzkich urzędy marszałkowskie mają po kilka, kilkanaście szpitali różnej wielkości i mogą sobie łączyć co chcą i jak chcą, to na poziomie powiatu wymaga to działań „ponad podziałami”, a te z każdymi kolejnymi wyborami samorządowymi pogłębiają się. Rzut oka na mapkę powyborczą AD 2024 pokazuje wygraną PiS w 166 powiatach, KO w 121, Trzeciej Drogi w 11 i lokalnych komitetów wyborczych w 82. A jakość, a zwłaszcza dostępność do opieki zdrowotnej, to ważny element gry wyborczej i żaden zarząd publicznego szpitala nie dogada się z sąsiednim odpowiednikiem bez tzw. przyzwolenia politycznego. W skrajnych przypadkach to jak łączenie wody z ogniem.

Za sprawą reformy AD 1999 mamy obecnie 380 powiatów o różnej liczbie mieszkańców, a tym samym o  mocno zróżnicowanej liczbie corocznych zdarzeń medycznych, finansowanych „od sztuki” lub ryczałtem przez NFZ. Z moich doświadczeń wynika, że powiat musi mieć co najmniej 75 tys. mieszkańców, aby zapłata z NFZ za ich leczenie zapewniała byt finansowy podstawowego 4-oddziałowego szpitala. Obecnie muszę ten pogląd nieco skorygować, ponieważ za sprawą dramatycznie niskiej w społeczeństwie „dzietności” utrzymanie pediatrii i pionu położnictwa z neonatologią w powiecie nawet 75-tysięcznym jest już coraz powszechniejszym problemem. Mamy aż 110 powiatów z liczbą mieszkańców 74-50 tys. i 74 z liczbą 49-20 tys. Do tego dwa najmniejsze powiaty: sejneński (20 tys. mieszkańców ze szpitalem w Sejnach) i bieszczadzki (22 tys. mieszkańców ze szpitalem w Ustrzykach Dolnych) leżą przy wschodniej granicy bez perspektyw na połączenie się z kimkolwiek na wschód od nich.

Sam pracuję w specjalistycznym szpitalu w dużym 120-tysięcznym powiecie nadwiślańskim i na co dzień „muszę” w SOR diagnozować i leczyć nie tylko „lokalsów”, ale też „migrantów” przybywających po pomoc z sąsiednich małych powiatów, gdzie często jest tylko szpitalna „interna” z izbą przyjęć i zakładem opiekuńczo-leczniczym bez wsparcia chirurga (a zwłaszcza chirurga dziecięcego), neurologa, OIT itp. Aż się prosi, żeby te małe szpitale nawiązały jakieś „papierowe” partnerstwo z moim pracodawcą, regulujące współpracę medyczno-kadrową lub np. wprowadziły automatyczne przyjmowanie „przez nich” do leczenia „ich” pacjenta już „u nas” zdiagnozowanego i z kompletem konsultacji nieosiągalnych w „ich” szpitalu. To jest też doskonały, prosty sposób na ominięcie zasady niepłacenia przez NFZ szpitalowi za powtórną hospitalizację zrealizowaną przed upływem 14 dni od poprzedniej. Ale nie, nie da się tak współpracować. To ja muszę wydzwaniać po nocy do nich „po prośbie”, słysząc w 9 na 10 przypadków: „niestety, my też nie mamy miejsc”.

Aż chce się w tych sytuacjach zacytować naszego wizjonerskiego poetę Adama Prota Asnyka (1838-97) z wiersza AD 1877: „Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia! Przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia”.

Marek Wójtowicz

Czytaj także: ALARA

Komentarze

Strefa wiedzy

699 praktycznych artykułów - 324 ekspertów - 16 kategorii tematycznych

Reklama
Reklama
Poznaj nasze serwisy