Sprawna komunikacja pomiędzy interesariuszami zapewni, że środki z KPO zostaną dobrze wykorzystane
Mam teorię, którą często powtarzam: AI w medycynie to jak system ABS w samochodzie. Kiedyś był to luksus, dziś jest to standard. I nikt nie zastanawia się nad sensem jego wykorzystywania – po prostu zakładamy, że wspiera kierowcę. Podobnie powinno być z AI – to ma być system wspomagający, nie zastępujący lekarza. Jak wiemy, AI się nie męczy, nie traci koncentracji po 12 godzinach dyżuru. W diagnostyce to może być kluczowe. Dziś certyfikujemy monitory, algorytmy, ale nikt nie certyfikuje np. wzroku lekarza – a przecież to też „narzędzie”, które może się pogarszać. Tu z pomocą idzie AI.
Gdybym był lekarzem, niezależnie od specjalizacji, to chciałbym, żeby AI wspierało mnie w podejmowaniu decyzji. Oczekiwałbym tego również jako pacjent. Problem zaczyna się wtedy, gdy AI i lekarz dochodzą do różnych wniosków. Kto ponosi odpowiedzialność w sytuacji, gdy lekarz pomimo wskazań algorytmu AI dał inną, złą diagnozę? Tu znowu wracamy do kwestii regulacji.
Już dzisiaj zdarza się, że AI wykrywa zmiany na tak wczesnym etapie, że są niewidoczne dla lekarza, i po czasie okazuje się, że to była bardzo wczesna faza nowotworu. Co wtedy? W niektórych obszarach algorytmy pewnie będą lepsze niż człowiek, już dzisiaj system ABS w samochodach w sytuacjach krytycznych w praktyce wie lepiej, jak się zachować niż przeciętny kierowca. To wymaga przemyślenia i odpowiednich regulacji. Unia Europejska coraz częściej próbuje „przeregulować” ten obszar, co może utrudnić konkurowanie z USA czy Azją.
Wspomniał Pan już wcześniej, że w środowisku coraz częściej słyszy się głosy, że dyrektorzy szpitali stają się w pewnym sensie „zakładnikami informatyzacji”. Wdrażanie systemów IT i cyberbezpieczeństwa wymaga ogromnych zasobów finansowych, a firmy, które się tym zajmują, stale podnoszą ceny. Czy widzi Pan jakieś rozwiązanie na wyjście z tej sytuacji?
To rzeczywiście temat, który poruszyłem już na samym początku tej rozmowy. Informatyzacja to proces nieunikniony – wkracza w każdy obszar, również w najmniejsze poradnie i indywidualne praktyki lekarskie.
Problem polega na tym, że informatyzacji w naszym kraju nigdy nie towarzyszyły stałe nakłady finansowe. Patrząc na ostatnie 25 lat, występowały głównie fale, a czasami same krótkie piki finansowe. To powoduje, że świadczeniodawcy robią duże zakupy, obejmujące nie tylko samą dostawę systemów, ale również wszystkich usług gwarancyjnych, serwisowych, dostępu do aktualizacji systemów na okres kolejnych kilku lat. Te usługi niestety kosztują.
Zwracam uwagę, że szpital powiatowy dzisiaj najczęściej płaci miesięcznie za system IT mniej, niż zarabia dobry lekarz specjalista na kontrakcie. Czy to naprawdę dużo? Moim zdaniem – nie. Tym bardziej że system rozlicza kilkudziesięciomilionowy kontrakt z NFZ, obsługuje pacjentów, personel (o czym często się nie pamięta). Za systemem stoją osoby zatrudnione w firmach, które nie tylko go rozwijają, ale świadczą bieżące usługi wspierające szpital. Oczywiście, jak w każdej branży, znajdą się przypadki nieadekwatnie wysokich cen usług i licencji, takie sytuacje należy indywidualnie przeanalizować, ale na ich podstawie nie można stosować uogólnień.
Wracając do kwestii bieżącego finansowania IT – jako PIIM, jeszcze za czasów ministra Niedzielskiego postulowaliśmy, by w wycenie punktu NFZ uwzględnić informatyzację minimum 2% na IT. Gdyby to się udało, dyrektorzy szpitali mieliby wyraźne źródło bieżącego finansowania informatyki. Wtedy nasz postulat został odrzucony, może wrócimy do niego w przyszłym roku.
Cyberbezpieczeństwo to kolejny obszar, w przypadku którego słyszymy, że informatyka jest kosztowna. Licencje, sprzęt, systemy w tym obszarze raczej kosztują tyle samo, niezależnie, czy są dla szpitala, banku czy dla firmy logistycznej. Ciekawe jest to, że więcej emocji budzą koszty systemów krajowych niż wysokie opłaty licencyjne światowych gigantów. To pokazuje pewną niekonsekwencję, która stanowi duże zagrożenie dla przyszłości krajowych firm, na które w dobie niezależności gospodarczej powinniśmy stawiać.
W tym roku Polska Izba Informatyki Medycznej obchodzi 10-lecie działalności. Jak podsumowałby Pan tę dekadę z perspektywy rozwoju rynku e-zdrowia w Polsce i roli, jaką odegrała w tym Izba?
Izba powstała 10 lat temu z myślą o tworzeniu przestrzeni do dialogu – pomiędzy świadczeniodawcami, producentami i instytucjami państwowymi takimi jak MZ, CeZ i NFZ. Jako izba gospodarcza mamy określone uprawnienia, które ułatwiają nam kontakt z ministerstwami czy urzędami.
Przez pierwsze lata budowaliśmy markę – dziś zaczynamy tę markę wykorzystywać dla osiągania wspólnych celów. Mamy rozpoznawalność, jesteśmy zapraszani do konsultacji. Ministerstwo Zdrowia podczas jednej z rozmów określiło nas jako największą organizację w Polsce działającą w obszarze informatyki medycznej – to duże wyróżnienie, ale też zobowiązanie.
Działamy na rzecz środowiska, opieramy się na dialogu – nie konfrontacji, tej jest już wystarczająco dużo w dzisiejszym świecie. Staramy się być merytoryczni. Gdy trzeba, wyrażamy krytyczne opinie, ale zawsze w konstruktywny sposób. Naszą siłą jest także to, że często próbujemy skracać dystans – zamiast wymiany wielu oficjalnych pism wystarczy rozmowa telefoniczna czy krótkie merytoryczne spotkanie, by rozwiązać problem.
Jakie są najbliższe cele strategiczne Izby? Czy planujecie nowe inicjatywy wspierające cyfryzację ochrony zdrowia?
Niedawno (jeszcze przed rekonstrukcją Rządu) złożyliśmy propozycję do Ministerstwa Zdrowia i Centrum e-Zdrowia dotyczącą powołania zespołu, który dedykowany byłby wymianie informacji pomiędzy rynkiem i MZ oraz CeZ dotyczących realizacji projektów informatycznych finansowanych z KPO. Ze względu na krótki czas wydatkowania tych funduszy chcemy stworzyć platformę wymiany informacji – coś w rodzaju „war roomu”, choć może bez tej militarnej retoryki. Liczę, że nowa Pani Minister, jako uznany manager i praktyk, odniesie się do tej propozycji pozytywnie.
Chcemy też powołać grupy robocze w ramach Izby – dla różnych kategorii firm i użytkowników – jako forum pogłębionych dyskusji dla wybranych zagadnień. Chcemy działać coraz skuteczniej i rozwijać się – zarówno organizacyjnie, jak i merytorycznie. Kolejne firmy dołączają do nas – tylko w ostatnim miesiącu otrzymaliśmy trzy nowe wnioski. To znak, że nasza obecność i zaangażowanie są zauważalne. Oczywiście zapraszamy chętnych do dołączenia do PIIM.
Dziękuję za rozmowę.
Czytaj także: System „szyty” pod budżet, a nie realne potrzeby. Rozmowa z Martą Nowacką
Komentarze
Strefa wiedzy
701 praktycznych artykułów - 324 ekspertów - 16 kategorii tematycznych




