Sytuacja szpitali w Polsce po wprowadzeniu sieci - dlaszpitali.pl

Sytuacja szpitali w Polsce po wprowadzeniu sieci

OPM-sytuacja-szpitali-w-polsce
fot. archiwum T. Kopca

Ogólna diagnoza dotycząca całego systemu jest taka, że aktualny stan rzeczy jest dramatyczny. Po wprowadzeniu sieci szpitali wydarzyła się katastrofa – od chwili, kiedy pojawił się ryczałt, szpitale, które były w całkiem niezłej kondycji, straciły. I odwrotnie – są takie, których sytuacja była bardzo trudna i nieco zyskały.

Prawdą jest, że szpitale powiatowe przed wprowadzeniem ryczałtu i sieci szpitali były w dramatycznej sytuacji, ale sieć stała się dla nich gwoździem do trumny. Szpitali powiatowych w Polsce jest ok. 240. Dominują kontrakty o wartości od kilkunastu może do 30 mln zł, oczywiście zdarzają się i dużo wyższe. Placówki, które znajdują się w jednym województwie, muszą rywalizować ze sobą o świadczenia specjalistyczne, w związku z tym każdy jest zobligowany do zgłoszenia lekarzy specjalistów, którzy powinni zaopatrywać poszczególne oddziały w trybie 24-godzinnym. Do tego jest niezbędny również zespół anestezjologiczny. Szpitale rywalizują, a nie współpracują, dublują się koszty drogiej i obowiązkowej diagnostyki obrazowej, a obłożenie w oddziałach jest często na poziomie 50%. Z mojego doświadczenia wynika, że nie wymieniają między sobą informacji o cenach leków czy wyrobów medycznych, których różnica między szpitalami sięga nawet 20%. Ceny oferowanych szpitalom usług, jak np. utylizacja odpadów medycznych, znacząco wzrosły, wobec tego nie ma szans, żeby utrzymać kosztowną infrastrukturę wykorzystywaną tylko przez mniejszą część doby, zwłaszcza biorąc pod uwagę zobowiązania wobec lekarzy czy personelu pomocniczego co do wysokości wynagrodzenia.

Gdzie leży problem?

Pracowałem na przestrzeni 15 lat z blisko 70 szpitalami publicznymi. Napisaliśmy z zespołem podobną liczbę programów naprawczych. Bywało różnie w szpitalach, ale nigdy tak źle jak teraz. Usłyszeliśmy od ministra Szumowskiego, że do systemu na przestrzeni ostatnich 4 lat trafiło dodatkowych kilkanaście miliardów złotych, co jest zgodne z prawdą. Mamy tę samą liczbę placówek i hospitalizacji, porównywalną populację, infrastruktura nie poprawiła się w sposób znaczący, wobec tego gdzie te pieniądze są? Zostały skonsumowane w postaci wynagrodzeń, premiując zresztą głównie jedną grupę zawodową. Do systemu wpompowano kilkanaście miliardów, a pomimo tego zadłużenie wzrosło do historycznie wysokiego poziomu, należy zatem sobie odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie, jeśli będziemy mówić o większych nakładach na system ochrony zdrowia, to szpitale przestaną się zadłużać. A może problem leży gdzieś indziej? Może potrzebna jest inna alokacja nakładów?

Zastanówmy się, w jaki sposób dostosować system ochrony zdrowia do faktycznych potrzeb obecnej oraz przyszłej populacji. Starzejące się społeczeństwo, zwłaszcza to poza ośrodkami miejskimi, oczekuje szerszego dostępu do świadczeń opiekuńczo-pielęgnacyjnych czy rehabilitacyjnych. Przecież nie wszystkie szpitale powiatowe muszą dysponować 24-godzinnym zapleczem zabiegowym. Postęp technologii umożliwia wykonywanie wielu podstawowych zabiegów w warunkach ambulatoryjnych. Uzasadnienia nie ma przecież rywalizacja o środki publiczne szpitali, które mają tego samego właściciela, które dublują zakresy świadczeń, jednocześnie zachowując bardzo niskie obłożenie. Mamy też szpitale, które utrzymują wbrew rachunkowi ekonomicznemu oddziały, np. położnictwo, tylko z motywów politycznych. W tych szpitalach dziecko rodzi się co 3 dni, a lekarz, anestezjolog, położna muszą być w 24-godzinnej gotowości. Te absurdy, które są fundowane ze środków publicznych, powinny zostać natychmiast powstrzymane.

Czytaj także: Czy sieć szpitali działa? Pierwsze oceny

Komentarze

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.