PKB w Polsce a epidemia koronawirusa... - dlaszpitali.pl

Krzysztof Bukiel: Zatrzymaj się na chwilę…

opm-pkb-w-polsce-a-epidemia-koronawirusa
fot. iStock

W wyścigu do „napędzania gospodarki” i wzrostu PKB przestaliśmy się już zastanawiać, czy określone aktywności są rzeczywiście potrzebne, czy przynoszą korzyści, czy – wręcz przeciwnie – straty (niekoniecznie materialne). Liczy się tylko to, czy skutkują wzrostem produkcji (a zatem i PKB), czy nie.

Parę tygodni temu (jeszcze przed pierwszym stwierdzonym zachorowaniem na koronawirusa w naszym kraju) media poinformowały, że Polska przegoniła Portugalię pod względem wielkości PKB na głowę mieszkańca. Rząd szybko się tym pochwalił, uznając, ze jest to najlepszy dowód na to, że jego polityka jest słuszna, bo powoduje wzrost zamożności kraju i jego mieszkańców.

Opisane wydarzenie ma – niewątpliwie – pewne znaczenie i stanowi rodzaj symbolu, że Polska po okresie zastoju, a niekiedy nawet regresu, jaki miał miejsce w okresie „komuny”, wstąpiła na drogę normalnego gospodarczego rozwoju. Jednak proste utożsamianie wzrostu PKB ze wzrostem zamożności kraju, a tym bardziej ze wzrostem poziomu życia jego mieszkańców, jest ryzykowne. Sposób obliczania PKB jest bowiem taki, że każda aktywność gospodarcza może być do niego wliczona, niezależnie, czy przynosi jakąkolwiek korzyść, czy nie. Gdyby zatem np. przeprowadzić wielką inwestycję kopania rowu przez cały kraj, a następnie zasypywania go, to PKB by wzrosło, a ani wzrostu zamożności, ani jakiejkolwiek innej korzyści z tego by nie było.

Przykład ten jest skrajny i wydaje się abstrakcyjny, ale w życiu jest całe mnóstwo podobnych – co do zasady – przykładów, jedynie drobniejszych. Przyzwyczailiśmy się do nich i wcale ich nie zauważamy, bo staliśmy się – jako społeczeństwo – uczestnikiem swoistego wyścigu do coraz większego PKB, mającego być wyznacznikiem sukcesu kraju i społeczeństwa. Dlatego ulegamy namowom do: coraz większej konsumpcji, ciągłego kupowania, korzystania z coraz to nowych rzeczy ułatwiających nam rzekomo życie, podróżowania, zwiedzania, odpoczywania jak najdalej od własnego domu, jeżdżenia po mieście samochodami wielkimi jak autobus itd. Dzięki temu fabryki i firmy usługowe mają obrót, ludzie mają pracę, za którą dostają pieniądze, które wydają na kolejne rzeczy i usługi, dzięki czemu fabryki i firmy usługowe mają obrót…

W tym wyścigu do „napędzania gospodarki” i wzrostu PKB przestaliśmy się już zastanawiać, czy określone aktywności są rzeczywiście potrzebne, czy przynoszą korzyści, czy – wręcz przeciwnie – straty (niekoniecznie materialne). Liczy się tylko to, czy skutkują wzrostem produkcji (a zatem i PKB), czy nie. Znakomitym dowodem na to jest na przykład aprobowania reklamy piwa – będącego dla części młodzieży „przedsionkiem” do alkoholizmu, czy tzw. suplementów diety, których przyjmowanie w skali masowej przynosi – jak wskazują badania – więcej strat zdrowotnych niż korzyści, tak samo jak wszechogarniająca dostępność alkoholu, nawet na stacjach benzynowych, które z istoty rzeczy powinny być strefami od niego wolnymi.

Paradoksem tego pędu do (pozornego) dobrobytu mierzonego wielkością PKB jest to, że przy zwiększającej się wydajności produkcji i usług oraz stale wzrastającej liczbie dóbr ludzie wcale nie mają więcej czasu, a – przeciwnie – czują się poganiani i przymuszani do coraz większego wysiłku i pośpiechu. To – nota bene – również „napędza” gospodarkę i wzrost PKB, bo np. śpieszący się pracownicy przestają się żywić w domu, korzystając z restauracji i barów, dzięki czemu ich liczba się zwiększa, przestają robić w domu pranie, dzięki czemu wzrasta liczba pralni, częściej chorują – kupują więcej leków i „paramedyków” itp.

I oto ostatnio w ten rozpędzony pociąg pędzący ku nowym rekordom w zakresie PKB uderzył koronawirus SARS-CoV-2. Strach przed nim spowodował podjęcie bezprecedensowych kroków, które – generalnie – sprowadzają się do ograniczenia aktywności społecznej: mniejszej konsumpcji, mniejszego podróżowania, dłuższego pozostawania w domu… Wielu ludzi po raz pierwszy – nie wiadomo od jakiego czasu – przestało się spieszyć. A że wszystko to wydarzyło się akurat w okresie Wielkiego Postu, który – mimo powszechnej laicyzacji – jest jeszcze obecny w świadomości wielu Europejczyków i większości Polaków, można to potraktować jako swoiste rekolekcje. Nie od rzeczy będzie zatem odwołanie się do pieśni religijnej, której treść pasuje idealnie do tych okoliczności:

Zatrzymaj się na chwilę, odetchnij pięknem świata.
Zatrzymaj się na chwilę, zauważ swego brata.
Zatrzymaj się na chwilę nad tym, co w sercu kryjesz.
Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, po co żyjesz
.

Czytaj także: Wybuch COVID-19 w Chinach wpływa na służbę zdrowia na całym świecie

Komentarze

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.