Nowa Siedziba Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie-Prokocimiu − największa inwestycja szpitalna w Polsce

Tomasz Blecharski, fot. P. Prencel

Wywiad z Tomaszem Blecharskim, dyrektorem kontraktu na budowę Nowej Siedziby Szpitala Uniwersyteckiego
w Krakowie-Prokocimiu

Paulina Prencel: Czy inwestycja była dla Państwa wyzwaniem?

Tomasz Blecharski: To było olbrzymie wyzwanie: realizowaliśmy przecież największy szpital w Polsce, prawdopodobnie największy obecnie szpital w Europie. Przedsięwzięcie prowadziliśmy w formule „przeprojektuj i wybuduj”. Zaczęliśmy ponad cztery lata temu, od budowy garażu wielopoziomowego oraz zmiany i modyfikacji pierwotnego projektu. Z uwagi na całą procedurę projektowania i zatwierdzania projektu do akceptacji, poszczególne etapy musieliśmy realizować w założonym reżimie harmonogramowym. Dyscyplina sprawiła, że na żadnym etapie nie został on przesunięty. Dotrzymywanie ustalonych w harmonogramie kamieni milowych było dla nas kluczowe. W rzeczywistości na samą realizację mieliśmy niespełna 3 lata.

Czy możliwe jest zrealizowanie tak dużego przedsięwzięcia bez poprawek?

T.B.: Przy tak angażującej inwestycji poprawki są nieuniknione. Będąc tego świadomi, od początku staraliśmy się zminimalizować to ryzyko. Najważniejsze było skoordynowanie instalacji. W największych węzłach, jeszcze na etapie projektu, przedstawialiśmy instalacje w modelu 3D. Dzięki temu na bieżąco sprawdzaliśmy wszystkie szczegóły, m.in. ewentualne kolizje z rurami, szachtami i kanałami. Dostosowaliśmy harmonogram oraz technologie do tego, aby realizować prace przy optymalnych warunkach temperaturowych i wilgotnościowych. To szalenie istotne podczas wszelkich prac tzw. „mokrych”. Użycie elektronagrzewu przy wykonywaniu konstrukcji, uwzględnienie w harmonogramach zapewnienia szczelności dachu, izolacji termicznej budynku oraz zamknięcia obiektu przed okresem zimowym, a co za tym idzie − jego ogrzewania − zaowocowało zapewnieniem najwyższej jakości wykonanych robót. Czuwaliśmy nad zabezpieczeniem terenów zewnętrznych. Wzmacnialiśmy skarpy, podbudowy, robiliśmy stabilizacje, palowania. Wszystko po to, by zapewnić właściwe osiadania budynków. Skompletowaliśmy doświadczoną, wykwalifikowaną kadrę inżynierów doskonale znających specyfikę budownictwa szpitalnego. Korzystaliśmy z wiedzy dużych, sprawdzonych firm podwykonawczych. Patrząc na skalę obiektu, liczbę pracowników oraz użyte materiały, można powiedzieć, że liczba napotkanych problemów i poprawek była minimalna.

Jaki element procesu realizacyjnego określiłby Pan jako najbardziej wymagający​?

T.B.: Myślę, że przy tak specyficznych obiektach, jakimi są szpitale, kluczowa jest technologia medyczna. Każde pomieszczenie zaprojektowane jest pod kątem specjalistycznego przeznaczenia. Przygotowanie i zrealizowanie funkcjonalnego projektu, a nade wszystko dostosowanego do wymogów sprzętu medycznego − stanowiło pewne wyzwanie. Aby wprowadzić jedno urządzenie, przykładowo rezonans, musieliśmy wzmacniać stropy i posadzki, wykonywać większe otwory drzwiowe. To wszystko musiało być przewidziane już na etapie projektu. Nad samym projektem czuwał zespół sześćdziesięciu specjalistów pracujących nad tonami dokumentów, koordynujących zdeterminowane przez technologię medyczną elementy, jak choćby: korytarze, instalacje, powierzchnie czy pomieszczenia techniczne. Ich zadaniem było także scalenie licznych pomniejszych projektów − takich jak lądowisko czy parking − w spójną całość. Są to strategiczne zagadnienia, które według mnie determinują pewne podejście i przygotowanie harmonogramu podczas realizacji obiektów szpitalnych.

Komentarze

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.