Krzysztof Bukiel: Nie ma medyków, nie ma leczenia

Nie ma medyków, nie ma leczenia

opm-dlaszpitali-nie-ma-medykow-nie-ma-leczenia

Głównym powodem braku lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów, opiekunów medycznych itp. w publicznych placówkach ochrony zdrowia są złe warunki wynagradzania i złe warunki pracy: nadmiar obowiązków, konieczność wykonywania obowiązków nienależących do danego zawodu, przepracowanie wynikające z konieczności „dorabiania” lub zastępowania osób brakujących.

W dniu, w którym Sejm RP głosami posłów koalicji rządzącej (i trzech innych) odrzucił poprawki senatu podwyższające płace minimalne pracowników ochrony zdrowia w rządowym projekcie odpowiedniej ustawy, jeden z posłów Solidarnej Polski napisał na twitterze: „W najważniejszych momentach Prawo i Sprawiedliwość oraz Solidarna Polska jak jedna pięść”.

Pan poseł zapewne nie zauważył, że pracownicy ochrony zdrowia mogli ten jego wpis zinterpretować jako dumę z tego, że „zjednoczonej prawicy” udało się uderzyć pięścią właśnie w nich, a pośrednio w ich pacjentów. Pan poseł nie zauważył tego, bo pewnie sprawa wynagrodzeń medyków i głosowanie nad wspomnianą ustawą nie była dla niego ważna. Nieświadomie pokazał jednak, że nie jest dla niego ważna również publiczna ochrona zdrowia jako całość (nawiasem mówiąc, podobnie jak dla wielu innych posłów, senatorów i w ogóle polityków).

Ledwie parę dni po wspomnianym wyżej głosowaniu w Sejmie w mediach pojawiły się informacje o kolejnym szpitalnym oddziale ratunkowym, w którym – z powodu braku personelu – ograniczono działalność, zaraz potem o oddziale pediatrycznym w szpitalu w dawnym mieście wojewódzkim na południu Polski, a do tego informacja o szybko rosnącej liczbie zlecanych badań diagnostyki obrazowej (RTG, tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny) i równie szybko wydłużającym się czasie oczekiwania na wyniki z powodu braku radiologów.

Te doniesienia, nie pierwsze tego rodzaju, ilustrują zjawisko, z którym mamy do czynienia od wielu lat, a które ostatnio się nasila: głębokiego niedoboru personelu medycznego w publicznej ochronie zdrowia, zwłaszcza w porównaniu do potrzeb, które – odwrotnie – zwiększają się stale i coraz bardziej. Ten niedobór medyków nie bierze się znikąd. Wbrew pozorom jego głównym powodem nie jest zbyt mała liczba miejsc na odpowiednich uczelniach, bo wiele osób, które kończą naukę, nie zatrudnia się wcale w publicznym lecznictwie, nie zatrudnia się w wyuczonym zawodzie albo emigruje. Głównym powodem braku lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów, opiekunów medycznych itp. w publicznych placówkach ochrony zdrowia są złe warunki wynagradzania i – wynikające po części z tego – złe warunki pracy: nadmiar obowiązków, konieczność wykonywania obowiązków nienależących do danego zawodu, przepracowanie wynikające z konieczności „dorabiania” lub zastępowania osób brakujących. Skutki tego są niekorzystne przede wszystkim dla pacjentów: pogarszają się jakość świadczeń medycznych i sposób odnoszenia się medyków do chorych, wydłużają się kolejki do diagnostyki i do leczenia. Generalnie publiczna ochrona zdrowia „kurczy się” i „degeneruje”. Jest bezsprzecznym faktem, że kto uderza w warunki pracy i płacy pracowników medycznych, uderza tym samym w całą publiczną ochronę zdrowia, a zatem i w pacjentów, którzy z tej ochrony zdrowia korzystają. Skoro bowiem nie ma medyków, nie ma też leczenia.

Ciekawostką jest, że jednym z posłów, którzy wsparli parlamentarzystów koalicji rządzącej w odrzuceniu poprawek podwyższających wynagrodzenia pracowników publicznej ochrony zdrowia, był jeden z liderów Konfederacji – Janusz Korwin-Mikke (pozostali posłowie tego ugrupowania głosowali inaczej). Jak wiemy, jest on zdecydowanym wrogiem publicznej ochrony zdrowia i zwolennikiem całkowicie prywatnego lecznictwa, łącznie z prywatnymi dobrowolnymi ubezpieczeniami zdrowotnymi. Jak się dowiedziałem, uzasadnił on swój krok w następujący sposób: im gorzej będą zarabiać pracownicy publicznej ochrony zdrowia, tym szybciej i pewniej ona upadnie, a o to przecież chodzi. Pana posła J.K.M. można o wiele rzeczy oskarżać (np. o brak empatii lub „dyplomacji”), ale na pewno nie o brak logiki. Przedstawił on zatem prosto to, do czego rządzący nie chcą się przyznać: złe warunki pracy i płacy medyków w publicznej ochronie zdrowia prowadzą wprost do jej upadku.

Czy wspomniany na wstępie poseł koalicji rządzącej, podobnie jak wielu jego kolegów z parlamentu i z rządu, nie widzą tego, skoro głosowali tak, jak głosowali, czy – podobnie jak pan J.K.M. – chcą tego upadku, tylko nie stać ich, aby to powiedzieć wprost?

Czytaj także: Zbrodnia na Narodzie

Komentarze

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.