Medycyna ratunkowa w czasie epidemii... - dlaszpitali.pl

Marek Wójtowicz: Emergent Norm Theory of Collective Behaviors

OPM_2_20_medycyna-ratunkowa-w-czasie-epidemii

Wirusowy kryzys wymusza na wszystkich nieakceptowalne w innej sytuacji zachowania. Przewidzieli to nieżyjący już amerykańscy socjologowie: Ralph Herbert Turner i Lewis Killian w The Emergent Norm Theory of Collective Behaviors, opisując wywołany „nieziemskim” niebezpieczeństwem gwałtowny kryzys utrwalanych latami społecznych zachowań…

Istoty jednostkowo niesamodzielne w toku ewolucji formowały się w stada (tabuny, roje, gromady, ławice, klucze, watahy, kierdle, chmary) w celu przetrwania gatunku: bezpiecznego przemieszczania się, zdobywania pożywienia, rozrodu i wychowania potomstwa. Człowiek to też istota stadna, tworząca przez tysiąclecia w obrębie grup, gromad, plemion, wreszcie narodów złożone relacje i hierarchie społeczne. Od ewolucyjnych „stadnych” zachowań nie uciekniemy. Osobnik niedostosowany, nieakceptujący stadnych norm, był przez stado odrzucany i ślad po nim ginął. Współcześnie, gdy jest nas (wg stanu na 23.03.2020) 7,773 miliarda, a świat da się oblecieć w kilka dni, taki stadny „aspołecznik” nie znika, lecz przenosi się do innego stada: rzeczywistego lub wirtualnego. Nie chcą go w tej partii, to idzie do innej, nie chcą go „w tej pracy”, to znajduje sobie lepszą, nie chcą go na reprezentanta pod ojczystą flagą, to gra pod inną. W nowym stadzie będzie miał inne, pasujące mu normy do zaakceptowania i stosowania.

Znajoma menedżerka z Polski przeniosła się kilka lat temu do Szwajcarii i któregoś dnia w porze lunchu wyskoczyła ze swojego dyrektorskiego gabinetu do pobliskiej, widocznej z okiem jej biura piekarni po bułeczki. Podjechała szybko samochodem, zaparkowała pod piekarnią „na minutkę” i ledwo bułeczki kupiła, a tu już policja stoi i mandacik wypisuje. Wróciła zła do biura i opowiedziała swojej sekretarce całe zdarzenie, dziwiąc się, że policja tak szybko ją namierzyła i to w tak błahej „bułeczkowej” sprawie. Sekretarka na to: „Szefowo − wiem, widziałam to z okna i to ja zadzwoniłam na policję, bo tam nie wolno parkować”. Na wszelki wypadek do Szwajcarii się nie wybieram. Inny znajomy pojechał do Norwegii do pracy. Tamtejsi „tubylcy” zaprosili go na norweski „wieczorek zapoznawczy”. Odpicował się jak należy, flaszkę włożył pod pachę jak należy i poszedł „w goście”. Przywitany i posadzony przy stole w miłym, choć obcojęzycznym towarzystwie, zachował się jak należy, wyjmując półliterek polskiego specjału i nalewając każdemu jak należy. Dwujęzyczny wieczorek nabrał tempa, polska „połóweczka” się skończyła, ale nikogo to nie zmartwiło. Każdy zaczął sięgać do torby przy krześle po własny napitek, nalewając sobie kolejne kolejki i odstawiając resztę pod stół. Tym sposobem każdy pił, co lubił i we własnym tempie, ale z moim kolegą się nikt nie podzielił, bo do picia alkoholu tam się po prostu nie nakłania ani słowem, ani czynem.

Na wszelki wypadek do Norwegii też się zatem nie wybiorę. Ale to i tak nic nie da. Opisane wyżej drobiazgi lub inne, poważniejsze, obce nam na razie zachowania same do nas przyjdą zgodnie z teorią konwergencji (łac. convergere – upodabniać, łączyć się) jako efekt postępującej globalizacji fizycznej i elektronicznej. Obecna wojna z wirusem te zmiany na pewno przyśpieszy, a ich skutków społecznych i gospodarczych nie da się na dłuższą metę przewidzieć.

Jeżdżę teraz niemal co drugi dzień „eską” po znanym kurorcie, po pustych ulicach, między pustymi sanatoriami i zamkniętymi restauracjami w masce chirurgicznej i nitrylowych rękawiczkach, wypytując telefonicznie przed dojazdem do pacjenta o gorączkę i wakacje we Włoszech. Czasem trafia się karetką wyjazd pod lub za sklep do leżącego upitego NN po napadzie epi lub z urazem głowy, którego o nic „zakaźnego” nie da się telefonem wypytać. Do własnego szpitala nikogo takiego nie zawiozę, bo to teraz szpital zakaźny jedyny w województwie, a wcześniej jedyny specjalistyczny na trzy sąsiadujące powiaty, więc jak pacjent „patrzy na szpital”, to mamy półtoragodzinny wyjazd do innego, „obcego”.

W karetce mamy pojedynczy komplet ubioru „zakaźnego” dla 3-osobowego zespołu w razie podejrzenia wiadomo czego. Do tego dochodzą dyżury chirurgiczne w SOR-ze podzielonym teraz nie na chirurgiczny i internistyczny, a po „zakaźnemu” na część brudną i czystą. Zdążyłem już zaliczyć krótką kwarantannę za sprawą gorączkującego pacjenta, w trakcie której różne głupie myśli chodzą po głowie, oraz bez szemrania wziąłem dyżury za kolegę anestezjologa, któremu w trakcie transportu pacjenta z Co19 rozszczelniła się aparatura, więc też złapał wirusa, i za koleżanki, które po zamknięciu szkół uziemiła w domu opieka nad dziećmi. Często gęsto spotykamy się „na zdarzeniu” z policją, która też wdrożyła „antyzakaźne” wzorce postępowania. Spytałem ich raz, jak często teraz „suszą” i „alkomatują”. Spojrzeli na mnie z takim wyrzutem, że nie drążyłem tematu.

Wirusowy kryzys wymusza na wszystkich nieakceptowalne w innej sytuacji zachowania. Przewidzieli to nieżyjący już amerykańscy socjologowie: Ralph Herbert Turner i Lewis Killian w The Emergent Norm Theory of Collective Behaviors, opisując wywołany „nieziemskim” niebezpieczeństwem gwałtowny kryzys utrwalanych latami społecznych zachowań… z początkowym chaosem, rosnącym poczuciem niepewności, zagrożenia, pilności reakcji, skutkującymi finalnie opracowaniem, przetestowaniem i wdrożeniem przez przywódców nowych norm społecznych i wzorców zachowań dla całego „stada”. Oby nasi przywódcy dorośli do tego zadania!

Czytaj także: Eksperci apelują: reagujmy w sytuacji zagrożenia życia

Komentarze

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.